środa, 8 stycznia 2014

rozświetlone oko z Paese :)





Cześć, dziś mam bad day, więc będzie krótka recenzja o małym produkcie ;) 


Moje oczy są głęboko osadzone, więc już jakiś czas temu zainwestowałam w kredkę do wykorzystania na linii wodnej oka. 
Nie chciałam białej tylko cielistą. 
Wybór padł na konturówkę Paese nr 21
Widzę, że teraz są już w nowej oprawie i kosztują 12,90 zł.

Kredkę można dostać u konsultantki lub np. w drogerii Jaśmin, które mają szafy Paese. 
Konturówki dostępne są w 25 kolorach, więc każdy wybierze coś dla siebie. 


Kolor to matowy ekru. Używam jej do podkreślania dolnej linii wodnej oka i fajnie się sprawdza rozświetlając spojrzenie.
Jest miękka i bardzo wydajna. 



Wosk pszczeli, aloes i witamina E to składniki aktywne kredek.
Nie podrażnia oczu (a zawsze mam z tym problem).
Jedyne co w niej nie gra to to, że nie jest wodoodporna, jak obiecuje producent. Utrzymuje się 3-4 godziny o ile oczywiście nie płaczemy lub nie łzawią nam oczy.
Data ważności to 24 m-ce i nic się z nią w tym czasie nie dzieje :) 

A Wy jakie macie sposoby na rozświetlenie oczu?

Czytaj dalej »

wtorek, 7 stycznia 2014

polakierowane usta :)

Muszę to przyznać, dorosłam dopiero kilka miesięcy temu…
Nie, nie chodzi mi o życiową dorosłość, wydaje mi się, że w tym aspekcie już ładnych parę lat jestem ŚWIADOMIE na swoim miesjcu.
Teraz dopiero dorosłam do noszenia intensywnych kolorów na moich ustach ;) i w moim kosmetycznym kuferku pojawiły się czerwienie i róże.

Ostatnio skusiłam się w Naturze na lakier do ust Rimmel Apocalips Lip Lacquer w odcieniu 303 Apocaliptic.


Po pierwszym użyciu byłam bardzo zauroczona, BA! Zakochana!
Czy nadal jestem zadowolona? Przeczytacie w dalszej części postu J

Za Apocalips zapłaciłam 14,99 zł bo była akurat promocja -40% na markę Rimmel.
Mój wzrok przyciągnęła piękna fuksja w ładnym opakowaniu.



A teraz do rzeczy. Kolor jest bardzo intensywny, kosmetyk jest mocno napigmentowany. Pięknie błyszczy po nałożeniu – rzeczywiście ma się wrażenie, że usta są pomalowane lakierem. I to mi się niesamowicie podoba.






Zapach jest bardzo delikatny, nic mi nie przypomina, ale też nie śmierdzi.


Aplikator jest z wgłębieniem dzięki temu nie mamy konieczności wielokrotnego nabierania kosmetyku. Jednak ciężko nim równo go nałożyć i tak by nie wyjechać poza kontur ust.
Konsystencja jest klejąca i w tym przypomina błyszczyk. Kosmetyk nie „zastyga” przez co jest dosłownie wszędzie. Na palcach, na szklance, na bluzce – gdziekolwiek dotkniemy nieopacznie to zostawia ślad. Ma tak mocny pigment, że gdy przypadkiem dotkniemy palcem lub nam wyjdzie poza kontur ust to zwykłą higieniczną chusteczką nie sposób go zetrzeć bo pozostaje wyraźny różowy ślad. Nie ma mowy nawet o małym buziaku w policzek, nie mówiąc już o tym, że co chwilę musimy sprawdzać w lusterku czy wszystko ok.
Podkreśla suche skórki i nierównomiernie się ściera co wygląda bardzo nieładnie.
Gdyby tak nic nie robić, nie jeść, nie pić, mało mówić to jest to kosmetyk dość trwały. Jednak nie takiej gaduły jak ja…


Niestety po początkowej fazie ohów i ahów jestem bardzo rozczarowana. Nie potrzebuję kosmetyku tylko do sesji zdjęciowej, ale takiego który mogę nałożyć i być pewna, że świetnie wygląda przez przynajmniej najbliższy czas.

Miałyście styczność z lakierami do ust?

Czytaj dalej »

poniedziałek, 6 stycznia 2014

truskawkowy szał ;)

Gdy robiłam codzienne zakupy w ulubionym sklepie mój wzrok przykuły śliczne truskawki… na opakowaniu masła do ciała Joanna Naturia Body. Cena około 8 złotych zachęciła do kupienia i tak stałam się posiadaczką masła do ciała z truskawką :) odżywczego dodajmy ;)



250 g maseła jest zamknięte w zakręcanym transparentnym plastikowym pojemniku, który niestety nie jest niczym zabezpieczony przed wścipskimi paluchami kupujących za co Joanna ma ode mnie minusa.


Takie opakowanie ma w sobie ten plus, że kosmetyk wykorzystujemy do końca, do ostatniego miźnięcia ;)
Gdy już odkręcimy to ładne opakowanie mamy nadzieję na piękny zapach truskawek z etykiety. I nie zawiedziemy się. Zapach jest BOSKI. Naturalny, przyjemny, delikatny. Moje pierwsze skojarzenie to zapach truskawkowego koktajlu, jaki pamiętam z dzieciństwa. Nawet kolorem przypomina ten koktajl ;) Może też przypominać zapach poziomek :)


Konsystencja kremowa, przyjemnie się rozprowadza i szybko wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy.
Kosmetyk jest bardzo wydajny, zapach pozostaje na skórze przez około 2 godziny.
Jeśli chodzi o nawilżenie to cudów nie działa, ale daje przyjemne uczucie miękkości. Jeśli ktoś nie ma przesuszonej skóry to myślę, że będzie zadowolony poziomem nawilżenia, zwłaszcza jeśli zastosujemy produkt po wcześniejszym peelingu.



Podsumowując – bardzo przyjemny kosmetyk za niewielkie pieniądze, a my pachniemy tak apetycznie, że jesteśmy do schrupania ;) 
Czytaj dalej »

niedziela, 5 stycznia 2014

Marihuana w kosmetykach The Body Shop

Nie jestem miłośniczką kremów do rąk. Uwielbiam peelingi, jednak nie umiem się przekonać do regularnego stosowania kremu – mam tu na myśli kilkukrotne smarowanie na dzień. Krem przeważnie nakładam wieczorem, zaraz przed położeniem się spać.
Najbardziej denerwuje mnie to, że większość kremów pozostawia tłusty film.

W tej notce przeczytacie o kremie do rąk The Body Shop Hemp Hand Protector.



Zacznijmy od opakowania – zamknięty w metalowej tubce do złudzenia przypominającej farbę olejną. Malutka zakrętka nie jest najlepszym co TBS mógł wymyślić, bo ciężko ją zakręcić i lubi nam gdzieś uciec pod nogi. Krem nie nadaje się też za bardzo do noszenia w torebce – bałabym się, że się odkręci.
Metalowe  opakowanie zapobiega wchłanianiu się kremu z powrotem do tubki,  jeśli się już coś wydostało – co niewątpliwie jest bardzo higienicznie, ale trzeba też uważać na to by nie wycisnąć za wiele.





Gdy odkręcimy malutką nakrętkę uderza nas zapach – hmmm… powiedzmy, że jest to spełnienie marzeń, ale jednak można się so niego przyzwyczaić. Nie mam pojęcia jak pachnie marihuana, ale ze względu na skład (olejek z nasion konopii) skojarzył mi się z palonym zielskiem.  
Krem jest bardzo gęsty, koloru szarawego, co widać na zdjęciach. Jest też bardzo wydajny – wystarczy naprawdę odrobina by rozsmarować go na całe dłonie, co było dla mnie zaskoczeniem bo biorąc pod uwagę konsystencję spodziewałam się,  że raczej cieżko będzie go rozsmarować.


Jeśli nie nałożymy zbyt wiele to szybko się wchłania pozostawiając delikatną ale nie tłustą warstwę, po aplikacji można  wrócić dość szybko do codziennych zajęć bez obawy o zostawienie śladów na wszystkim.
Ręce są dobrze nawilżone,  gładkie i miękkie. Uczucie to utrzymuje się nawet na drugi dzień, a więc po kilku godzinach.
Cena regularna to około 50 zł za 100 ml, można też kupić pojemność 30 ml w cenie 20 zł.
Pewnie sama nie zdecydowałabym się na taki zakup, ale krem dostałam w prezencie ;) I pomimo zapachu polecam :)


Używałyście tego lub innych kremów do rąk The Body Shop? Albo jakiegoś kosmetyku zawierającego olejek z konopii?
Czytaj dalej »

piątek, 3 stycznia 2014

Karnawałowy manicure - dor + manhattan

Cześć,
jak tam? odespałyście już szaleństwa sylwestrowej nocy? 

Chciałabym Wam pokazać jaką perełkę znalazłam w naszym wiejskim sklepie - lakier do paznokci DOR nr 123.
Cena 2,79 zł nie pozwoliła mi go nie kupić :P


Jest to brokatowy lakier, mieniący się wieloma kolorami.
Brokat jest drobniutki niczym pyłek. Nazwałabym ten lakier raczej topem, chociaż sam też wygląda ciekawie.



Zestawiłam go z czarnym lakierem Manhattan Quick dry 60 seoconds. Sam Manhattan mnie rozczarował, bo ma okropną trwałość, ale z drugiej strony ładnie kryje i ma bardzo ładną, intensywną barwę i dobrze się go nakłada. 



Moje paznokcie właśnie przechodzą intensywną terapię regenerująco-wzmacniającą, więc wybaczcie mi ich długość i wygląd :( Następnym razem będzie lepiej (mam nadzieję) :)
Czytaj dalej »

czwartek, 2 stycznia 2014

Elite 1962- pęseta skośna + paczka

Dzisiaj mam dzisiaj króciutką recenzję, no bo co można dużo pisać o pęsecie?

Jakiś czas temu pisałam, że kupiłam pęsetę Elite nr 1692 o skośnych końcówkach.
Pęsety używam do regulacji brwi.
Nie lubię pęset o prostych końcówkach, więc wybór był prosty.
Zapłaciłam za nią 12,99 zł w Rossmannie.


Pęseta jest w plastikowym etui, początkowo zapakowana była w plastikowo-kartonowe opakowanie.

 Ma bardzo ładny design – jest bardzo elegancka.

Zastanawiałam się, czy nie jest za masywna, ale jest po prostu solidna co na pewno wpływa na jej trwałość. Wygodnie leży w dłoni i fajnie się nią operuje.
 Przede wszystkim jest bardzo dokładna, łapie nawet najmniejsze włoski, nie ucinając ich jak to się często zdarza przy innych pęsetach. I o to chodzi :)



Z innej beczki to w sylwestra popołudniu listonosz przyniósł mi paczkę z kosmetykami Pilomax do pielęgnacji włosów farbowanych ciemnych, które wygrałam w rozdaniu organizowanym przez Rzenn.

Marzena dołożyła mi jeszcze 2 błyszczyki: Essence i Eveline. Dziękuję :* na pewno je wykorzystam bo uwielbiam błyszczyki i ich nigdy dość w moim zbiorze kosmetycznym ;)


Używałyście? 



Czytaj dalej »

środa, 1 stycznia 2014

Młode Dłonie z peelingiem Eveline

Bardzo lubię peelingi do rąk i trafiłam na bardzo fajny, który spełnił moje oczekiwania.
Eveline Młode Dłonie nawilżający peeling do rąk z ekstraktem z wanilii 8w1





Co nam obiecuje producent:
Nawilżający peeling do rąk 8w1 jest szczególnie polecany dla osób o przesuszonych, szorstkich i zniszczonych dłoniach. Innowacyjna formuła bogata w zaawansowane składniki aktywne doskonale wygładza skórę, niweluje uczucie suchości i szorstkości. Przełomowa technologia Young Hand & Hyaluron długotrwale nawilża, odżywia i regeneruje. Nadaje skórze aksamitną gładkość i miękkość w dotyku.

Subtelny zmysłowy zapach z nutą wanilii zapewnia ukojenie zmysłów, relaksuje i odpręża.
Działanie 8 w 1:
- skutecznie i delikatnie złuszcza martwe komórki naskórka,
- niweluje suchość i szorstkość skóry,
- wygładza nierówności,
- głęboko nawilża i odżywia,
- intensywnie regeneruje i odmładza,
- przywraca sprężystość i elastyczność,
- rozjaśnia przebarwienia i poprawia koloryt,
- koi i łagodzi podrażnienia. 




W mojej opinii producent nie pokoloryzował za bardzo bo wszystko się zgadza J

Peeling znajduje się w 75 ml estetycznej miękkiej tubce z zamknięciem typu klik.
Pachnie bardzo przyjemnie słodką wanilią, ale jest to bardzo subtelny, a nie odurzający zapach, utrzymujący się jeszcze przez jakiś czas po zmyciu.
Peeling ma lekko różowy kolor, lekką kremową konsystencję. Jest przy tym bardzo wydajny.
Posiada maleńkie drobinki (jak ziarnka piasku) – ale za to bardzo ostre. Gdy pierwszy raz go nałożyłam byłam pewna, że nic nie zdziała. Wypróbowałam nawet na dłoniach mojego męża – który pracuje jako mechanik samochodowy  i peeling naprawdę działa, bo bez problemu pomógł pozbyć się najgłębiej zalegających zabrudzeń ;)
Po zabiegu dłonie są miękkie, dobrze nawilżone ale nie tłuste.
Na plus zasługuje też cena – około 7 zł oraz dostępność – można go dostać w większości drogerii.


Polubiłam go i na pewno nie zmienię na inny przez najbliższy czas ;)





Czytaj dalej »
Copyright © 2014 w kuferku , Blogger